Sylwester.

Sama nie wiem czy zaliczyć ten dzień do udanych czy raczej nie. Z jednej strony spotkałam tego dnia dwie najważniejsze dla mnie osoby. A z drugiej to co się wydarzyło po północy (to już w sumie nowy rok, a nie sylwester) mogło mieć złe skutki i do tej pory jak o tym pomyślę to mnie trzęsie. Ale o tym opowiadać nie będę.

Ehh. Ten Sylwester to zawsze tyle niepokoju wprowadza. Całą niedziele zastanawiałam sie jak go spędzę. I chociaż w niedzielne przedpołudnie ktoś wprowadził do mojego życia super nastrój to już wieczorem leżałam przed telewizorem z puszką piwa, opakowaniem rafaello i … płakałam oglądając filmy sprzed paru lat.

W sylwestrowy poniedziałek wstałam z w miarę dobrym humorem, co było pewnie spowodowane wieczorną rozmową z Wojtkiem, który zawsze jakimś cudem wymyśli coś, żeby mnie rozśmieszyć. A jeszcze ten sms od Dorotki. Heh. Wstałam ok 12 i moment pobiegłam zająć sobie łazienkę. Musiałam się w końcu wyszykować, bo kto wie co się do wieczora wydarzy. Najpierw umówiłam się z Wiolą. Mało brakowało, a bym się spóźniła na to spotkanie przez Dominika, który poinformował mnie, że załatwił mi wejściówkę na domówkę u kumpla. Co prawda w końcu na ta impreze nie pojechałam, ale i tak fajnie, że załatwił.

Tyle co w ten wieczór wypiłam alko to chyba przez całe życie tyle nie wypiłam. Moja mama myślała, że ja po jednym piwie już jestem pijana, a tu zonk. Kilka piw, drinków, butelka szampana i nic. Dopiero w środku nocy po “całej akcji” [wtajemniczeni wiedzą o co chodzi] spiłam sie już nieco mocniejszymi trunkami. Mimo to spać poszłam dopiero kiedy zaczęło się robić widno.

Sam nowy rok przywitałam na placu zabaw. I tak się szlajałam jeszcze dość długo po zakamarkach miejscowości, w której przyszło mi mieszkać.

Co tu opowiadać… to trzeba przeżyć. Z resztą… nie wszystko nadaje sie do opublikowania.

***

Wszystkiego najlepszego w 2008 roku życzę!

Oby ten rok był o wiele lepszy od poprzedniego ;)

Napisz odpowiedź